Historia artefaktów cz.3: Druid Kły Ashamane

Kły Ashamane


Poprzez zdobycie tych broni zadałeś potężny cios siłom zła. W ich rękach te sztylety , mogły być czymś więcej niż zagrożeniem, mogły być świętokradztwem.

To wszystko co pozostało z Boga Dziczy, który oddał swoje życie w obronie Azeroth. Znasz jej historie? Druidzi z Val'sharah, którzy bronili  dotychczas tych broni tak długo mogli by Tobie opowiedzieć o niej. Niektórzy z nich ją pamiętają.

Jej imię to Ashamane. Pozostawiła po sobie bogate dziedzictwo , które niedługo ty będziesz dzierżył.

Część Pierwsza!


Azeroth był kiedyś pogrążony w ciemnościach. Po tym, gdy tytani pokonali Czarne Imperium Starych Bogów, natura miała w końcu szansę się rozrosnąć. Strażnik imieniem Freya miała zadanie rozsiania życia na świecie. Stworzyła bujne enklawy po całym Azeroth, które dały początek niezliczonej ilości zwierząt.

Przy okazji, nadzwyczajne stwory złapały uwagę Freyi.

Kiedy Freya podróżowała odnalazła watahe wilków, która zabiła pantere i próbowała wykończyć młode, które przetrwało samotnie. Mimo, że wilki zraniły małego stwora, stale walczył on bez strachu, trzepiąc zaciekle pazurami na wielkich drapieżników. Freya była wstrząśnięta tym co zobaczyła, wkrótce wilki zostały odepchnięte, nie chcąc cierpieć od kolejny obrażeń ich posiłku.

Kiedy Freya podniosła maleństwo poczuła zalew małych zadrapań. To jej nie zdenerwowało. Wręcz przeciwnie. Delektując się dzikością zwierzęcia strażniczka uleczyła rany maleństwa i nazwała ją Ashamane od koloru jej uderzająco czarnego futerka.

Część Druga!


Przez lata Ashamane wyrosła na ogromną panterę. Żadna wilcza wataha nie odważyła się na nią polować więcej. Freya była ucieszona, że pantera nie uległa pragnieniu zemsty. Ashamane mogła z łatwością z ukrycia pozabijać wszystkie wilki w dolinie. Lecz tego nie uczyniła.

Jej dzika natura dała jej zrozumienie. Czy przestała być drapieżnikiem? Czy przestała polować? Wilki nie szukały zemsty na Ashamane, po prostu były głodne. Nie czuła złości do nich.

Uwielbiała jednak bawić się z nimi. Wataha wilków, która ją wtedy zaatakowała była czasem budzona przez przerażający ryk. Ashamane skradała się do ich jaskinii i swoje przybycie ogłaszała głośno, zmuszając je do ucieczki.

Z czasem Ashamane zrozumiała, że stała się o wiele potężniejsza niż każda pantera, którą kiedykolwiek widziała. Mijające lata nie postarzały jej, a stawała się tylko silniejsza. Generacje dzikiego życia mijały przed jej oczami.

Były też inne takie zwierzęta jak ona. Silne, ikoniczne stworzenia, które wydawało się , że żyje w całkowicie innej egzystencji niż reszta natury.Śmiertelnicy już niedługo nazwą je Dzikim Bóstwami.

Ashamane była jednym z nich.

Część Trzecia!


Nieopanowane serce Ashamane miało problem z zaaakceptowaniem nieśmiertelności. Chaos dziczy, walka o przetrwanie - to był rdzeń istoty Ashamane. Teraz były nieistotne. Podniosła się ona ponad swoje stare życie. Nie było żadnej ofiary, która mogłaby jej uniknąć. Nie było żadnej zabawy w łatwym polowaniu.  Nie było żadnego drapieżnika, który mógłby rzucić jej wyzwanie.

Ashamane kroczyła otwarcie poprzez dżungle Azeroth. Inne dzikie stworzenie nie miały się czego bać z jej strony. Historie o wielkiej, majestatycznej pantery rozniosły się pomiędzy trolami, które zaryzykowały odwiedziny jej terytoriów. Część z nich zaczęła oddawać jej cześć jako jednemu ze swoich loa. Ashamane rzadko dawała się im zobaczyć. Inne trole śledzili ją z innego powodu. Niektórzy łowcy pragnęli chwały, którą zapewnę by zdobyli po powaleniu tak wspaniałej istoty. Pokonać loa...nie było większego wyzwania.

Jeden po drugimi, Ci ambitni trole skradali się w dżungli, arogancja płonęła w ich sercach. Ashamane była zachwycona. Nie ważne jak sprytni byli, nie ważne jak cicho się poruszali, czy jak prawdziwie celowali, wszyscy jednak powracali do swoich plemion z pustymi rękami, dźwięk jej ryku, wciąż dzwonił im w uszach, a widok jej kłów do końca życia nawiedzał ich w koszmarach.

Nie musiała odbierać im życia. Zrozumieli oni swoje miejsce w dziczy , kiedy tylko z nimi skończyła. Tego było dosyć.

Część Czwarta!


Kiedy tylko Strażniczka Frey podróżowała wielu Dzikich Bogów jej towarzyszło, jednak nie Ashamane. Serce pantery było zbyt nieskore żeby przywiązać się do innej istoty.  Freya to rozumiała i zawsze się uśmiechała, kiedy widziała świecące oczy Ashamane w oddali.

Nie ważne co Ashamane myślała, pomiędzy nimi zawsze będzie połączenie. Istniała też inna sfera, dzikie, nietknięte miejsce zwane Szmaragdowym Snem. Strażniczka Freya używała jej był rozsiać życie po całym Azeroth i dlatego Dzikie Bóstwa były związane z nim.

Ostatecznie Ashamane przybyła do Góry Hyjal, żeby doświadczyć Snu samodzielnie i natychmiast została pociągnięta przez kwitnącą wizję tego nieujarzmionego świata. Pantera uczyniła swoim domem zachodnie zbocze Studni Wieczności i spędziła tysiące lat dryfując po Szmaragdowym Śnie, odkrywając jego tajemnice i moce.

Część Piąta!


Ashamane, tak jak wielu Dzikich Bogów, żyła w oddali od kwitnących cywilizacji, które rosły i upadały w Azeroth. Trole Zandalari Nie kryły żadnego zainteresowania nią. Wielu elfów widziało siebie ponad innymi, zbyt oświeconych by przejmować się światem natury.

Lecz wtedy nadszedł czas, kiedy nie mogła już ona dłużej ignorować Azeroth. Szmaragdowy Sen trząsł się, kiedy przybył Płonący Legion. Uczeń innej potężnej istoty, Cenariusa, wezwał Dzikie Bóstwa do pomocy.

Dla Ashamane jej obowiązek był oczywisty. Ruszyła do bitwy z Płonącym Legionem bez ociągania się.

Nowy drapieżnik przybył do jej świat. Była szczęśliwa mogąc polować na niego.

Część Szósta!


W czasie, gdy Dzicy Bogowie dołaczyli do Wojny Starożytnych, walka rozprzestrzeniła  się poza Studnie Wieczności.

Demony, które zabłądziły w lasach poza Zin-Azshari szybko nauczyły się kroczyć ostrożnie. Ashamane kryła się w drzewach. Jej kły skończyły wojnę dla wielu zwiadowców Płonącego Legionu. Tak bardzo była postrachem , że Legion najpierw palił całe połacie jej lasu zanim zdecydował się ruszyć dalej.

Lecz demony myśląc, że będą mieli więcej szczęścia walcząc z nią na otwartym terenie, byli tak bardzo w błędzie. Ashamane była rozwścieczona ich taktyką i dołączyła do innych Dzikich Bóstw, elfów i innych w ataku na flanki Legionu, wyrywając ogromne dziury w ich bitewnych liniach.

Część Siódma!


Wydawało się, że liczby demonów nie mają końca. Kiedy Ashamane walczyła z Płonącym Legionie 10,000 lat temu, jej instynkty podpowiadały jej, że najeźdźcy mają specyficzną zdobycz na uwadze. Odrywając się od bitwy w pobliżu Zin-Azshari, zaczęła śledzić grupy najazdowe, które z determinacją przedzierały się na północny-zachód.

Nie było łatwo za nimi nadążyć. Demony wysłały swoich najlepszych wojowników, żeby przerwać pościg i Ashamane musiała wywalczyć każdy swój krok.

Lecz to jej nie powstrzymało. Ci którzy stanęli na jej drodze upadali, jeden po drugim.

Zbliżając się do swojej ofiary zrozumiała ich cel, chcieli oni przejąć Suramar. Dlatego właśnie Ashamane była tak honorowana przez druidów z Val'Sharah - to co zrobiła następnie nigdy nie zostanie zapomniane.

Część Ósma!


Armia demonów szykowała się do rozpoczęcia oblężenia Suramaru. Ashamane starła się z nimi samotnie. Nigdy wcześniej nie odwiedzała ona lasów w pobliżu Val'sharah wcześniej, lecz to nie miało znaczenia. Były one dzikie i dlatego były one dla niej jak dom.

Przedzierała się przez szeregi demonów i nagle znikała pośród drzew. Skradała się pomiędzy wysoko położonymi gałęziami i nurkowała prosto na dowódców Legionu. Była postrachem, przerażającą bestią i nie cofała się nigdy, oferując zero litości.

To była rzeź. Mimo to, Dzicy Bogowie nie uniknęli zranień z rąk Płonącego Legionu. Przypaleni spaczonym ogniem, zatruci ich zaklętymi broniami. Ashamane walczyła dalej, zmniejszając ich szeregi, aż ich przywódca musiał sam stanąć z nią do walki.

Taki był jej plan od początku. Była to jedna z zasad przetrwania: stado nie zostanie pokanane dopóki gardło ich lidera nie znajdzie się pomiędzy jej szczęką.

Część Dziewiąta!


Generał Płonącego Legionu zgłosił się na ochotnika by nadzorować podbijanie Suramaru.  Władca otchłani Ronokon widział nieskończone nagrody w elfickim mieście i chciał zagarnąć je w imieniu Sargerasa. Wściekł się on interwencją Ashamane i wyszedł naprzód by osobiście się nią zająć.

Dziki Bóg i generał zniszczenia walczyli w lasach Val'sharah przez wiele godzin. Był on przebiegłym wojownikiem. Wiedział jak szybko może ona go zabić, więc trzymał ją na dystans swoim szczerbatym, wykutą w spaczeniu włócznią, skupionym by zadawać małe rany.

Po tak długiej wojnie, siła Ashamane w końcu zaczynała blaknąć.  Rany ją bolały. Jej tempo zwolniło. Jej wola jednak pozostała niezłomna. Ostatkiem sił rzuciła się na Ronokona pozwalając przebić się jego włócznią, lecz jej pazury zatopiły się w jego ramionach, a kły wbiły głęboko w jego szyję.

Ronokon oberwał strasznie prubując odrzucić pantere, lecz ona się trzymała. Jej zęby pozostały wbite w jego gardło aż nie umarł. Jego śmierć przyniosła jeszcze więcej zniszczeń. Moc spaczenia przyznana mu przez Legion wybuchła, rozdzierając głęboką bliznę w ziemi i spalając Ashamane do popiołu.

Jej poświęcenie nie było próżne. Mieszkańcy Suramaru mieli dosyć czasu, żeby ukryć swoje miasto  przed Legionem i resztą świata, chroniąc siebie przed Rozdarciem.

Część Dziesiąta!


Ziemia wokół Val'sharah została zmieniona na zawsze. Tam gdzie kiedyś było wzgórze teraz był klif i głęboka dolina. Wiele lat zajęło druidom przywrócenie natury w tym regionie do jej pierwotnego piękna.

Pomimo przewlekłych śladów korupcji Ronokona zawsze było poczucie, że coś mu się sprzeciwia, pomagając ją wymieść. Niektórzy druidzi wierzyli, że duch Ashamane nawet po śmierci walczył z najeźdźcami, którzy zagrażali dziczy.

Część Jedenasta!


Druidzi wybudowali kaplicę w miejscu śmierci władcy otchłani by wspominać odwagę Ashamane. Jej kły - wszystko co przetrwało gwałtowność jej odejścia - zostały złożone by uhonorować jej nieugięte serce i nieokiełznaną naturę.

Do dziś, Ashamane jest wspominana jako jeden z najbardziej zażartych obrońców Azeroth.

Komentarze

Popularne posty